2009-08-16
wolność
<
Dzisiaj kilka słów o wolności, i o tym, dlaczego blog ma taką, a nie inna nazwę.
Wolność- sprawia, że nikt do niczego nas nie zmusza, możemy robić to co chcemy i czego chcemy. Jednak nigdy nie jesteśmy tak naprawdę do końca wolni- np. jeżeli nie pójdziemy do pracy nie będziemy mieli z czego się utrzymać. Ale dzięki wolności możemy wybrać prace, zawód, możemy ja zmienić, możemy nawet zostać pasożytami społecznymi, jeżeli godzimy się na niski standard życia. Ze sobą i swoim życiem możemy robić wszystko. Ale inni też są wolni i tej wolności nie możemy naruszać. Ja wyobrażam to sobie tak: Każdy człowiek ma swoją „bańkę”, w jej obrębie może robić co chce i jak chce, ale nie wolno mu jednego- wkroczyć w „bańkę” innego człowieka. To jedyne ograniczenie wolności, szczegółowo unormowane przez prawo (to ono wyznacza zakres „bańki”).
Filozofuje, ale co to ma się do koni?! Otóż... Wg Mnie konie też mają taka bańkę, możemy w nią wejść „z butami”, zmusić konie do robienia wielu rzeczy, niekiedy wspaniałych rzeczy- ale wtedy utracą swoją wolność. A możemy uszanować bańkę i sprawić aby chciały robić to co my chcemy. Aby im się to opłacało, dać im odpowiednie wynagrodzenie, oczywiście nie w formie pieniądza. Wtedy konie same będą dla nas „pracować”, starać się. I pozostaną wolne!
Pozostaje jeszcze jedna kwestia- nasza bańka. Koń nigdy nie powinien zrobić nam krzywdy, powinien nas szanować ale jednocześnie ufać nam. To podstawa do tego, aby i jeździec i koń pozostali wolni, w harmonii. Jeżeli to się uda, nie będzie można mówić „koń i jeździec”. To będzie jedność, para. Człowiek nie powie już „Byłam na koniu w terenie” ale „byłam z koniem w terenie” lub „byłyśmy w terenie”. To piękne.
Skąd taki filozoficzny nastrój? Ostatnio po raz kolejny miałam wspaniały dzień spędzony z Jasminą, podczas pracy z ziemi wyjaśniłam jedna sprawę i dostałam ogromna dozę energii, utrzymała się ona podczas jazdy. Koń energiczny, bardzo do przodu a jednocześnie- pod kontrolą. Cudowne uczucie siedzieć na takim koniu, pracować z nim. Solidnie popracowałyśmy. Aby wynagrodzić wysiłek na następnej jeździe pracy było niewiele- spacer na oklep w terenie, trochę kłusa i dwa zagalopowania. Tyle. Do tego dużo pasienia, dużo luzu dla konia. To taka nasza umowa- często pozwalam aby to koń prowadził, wybrał drogę, jadł podczas jazdy. Był wolny i mógł decydować. Ale kiedy to ja czegoś chcę, o coś proszę to ma to był maksimum z tego co może zaoferować mi koń.
Sądzę, ze tu leży klucz do sukcesu- aby koń dawał z siebie wszystko. Gdy wymagamy za często, nie pozwalamy się odstresować, to rodzi napięcie. Ale gdy zachowamy umiar i zrównoważymy ciężka prace relaksem i zabawą- koń będzie chciał dać z siebie wszystko.
Dążymy do wolności, konia- i człowieka. Ciągle pracujemy nad odpowiednimi proporcjami aby stworzyć układ idealny. Czy to nam się uda? Czas pokaże.
2009-08-10
cudnie cd
A oto zdjęcie z tego pięknego dnia:)
2009-08-10
Cudnie
<
Moim zdaniem kwintesencja jazdy konnej jest zrozumienie. Obustronna komunikacja, zaufanie, klarowność przekazu i nuta pasji, to wszystko daje nam obraz jeździectwa prawie idealnego. Prawie- bo mała lukę wypełniają sztywne techniki, które umożliwiają dojście do celu, ale bez pasji i zrozumienia, bez miłości- pozostaną tylko technikami, a nie prawdziwą sztuka komunikacji.
Jednym z moich marzeń związanych z jeździectwem był galop na koniu z gołą głową, najlepiej bez siodła. Ostatnio to marzenie się spełniło. co prawda było siodło, ale głowa konia goła. Mało tego. Wszystko odbyło się w terenie, otwartej przestrzeni.
Wielu jeźdźców nie ufa w pełni koniom, niektórzy mają ku temu powody, ale inni- zapobiegawczo ściągają wodze, stosują ostre kiełzna. A czasem wystarczy dać szanse a koń pokazuje, ze rozumie, że ufa nam i nie zrobi nic złego. Jasmina mi to pokazała, mimo tego ze mogłam wywieźć mnie gdzie tylko chciała, na delikatną sugestię skończyła galop. To naprawdę wspaniałe uczucie- w pełni panować nad zwierzęciem ważącym ok.650kg, silnym, pięknym, zwinnym... A jednak to zwierze, mimo swojej masy słucha się, i to wcale nie dlatego, że musi. bo jak mogłam zmusił ją do posłuszeństwa? Posmyrać sznurkiem po szyi? Ten sznurek przydaje się gdy koń CHCE rozmawiać, wtedy jest to narzędzie komunikacji, ale gdy koń na rozmowę nie ma chęci- niczego wymusić nie jestem w stanie.
Co czułam? Cos wspaniałego, wolność. Tak, to była wolność, harmonia i współpraca. Wszystko wymieszane, tak samo intensywne. A do tego ogromną radość, że jedno z marzeń spełniło się. Jesteśmy na dobrej drodze.
Jeżeli uda mi się wygrać zażartą walkę ze sprzętem (kamerą) to wstawię filmik upamiętniający taki właśnie galop, jeden z wielu tego dnia.
2009-08-05
Te najważniejsze momenty
Nagrodza- pogłaskanie
<
Witam ponownie. Postaram się przybliżyć i tak dokładnie jak tylko mogę opisać, moim zdaniem, najważniejsze dni w moim życiu z końmi.
Na pewno na pierwszym miejscu musi być zakup Jasminy. Miałam wtedy 13 lat, razem z rodzicami szukaliśmy ogłoszenia o sprzedaży niedrogiego źrebaka. Trafiliśmy na ogłoszenie o Jasminie. Na następny dzień pojechaliśmy i... Kupiliśmy. O chorobie nikt nam nie wspomniał, do dziś nie wiem czy z niewiedzy, czy też z chciwości- chorego konia trudniej sprzedać.
Kolejny epizod nie mieści się w „jednym dniu”. Chodzi o atakowanie mnie przez Jasmine. Był taki okres, ze gdy wchodziło się na padok lub pastwisko Jasmina stawała dęba w stronę człowieka gdy ten chciał do niej podejść. Nie było to przyjemne, a nawet bardzo niebezpieczne. Nigdy nie wiadomo było czy koń tylko straszy, czy też zaatakuje. Kluczem do sukcesu okazała się nie siła, ale cierpliwość. Koń nie atakował ot tak, miał ku temu powód. Czuł obawę przed człowiekiem, jednocześnie nie respektował go. Dopiero ignorowanie takiego zachowania, zrozumienie dlaczego koń tak się zachowuje pozwoliło na sukces. Wstyd się przyznać, ale nie pamiętam już dokładnie co wtedy robiłam. Ale wiem, że to był przełom w naszych relacjach, nie musiałam wymuszać poprawnego zachowania, ono samo przyszło, wystarczyło się na nie otworzyć. Działo się to kilka ładnych lat temu, jeśli się nie mylę Jasmina miała wtedy 2 lata, była nieujeżdżona, ale masę miała prawie jak koń dorosły.
Pierwsze jazdy. Jasmina miała wtedy 3 lata, nasze relacje miały się znacznie lepiej. Gdy pierwszy raz osiodłałam ją nie sprzeciwiała się. Przy wsiadaniu było to samo- pełen spokój. Zaczęłam wątpić o historie o wierzgających koniach które trzeba poskromić. Nic bardziej mylnego, trzeba koniu zaufać i pozwolić aby w swoim tempie przyjął jeźdźca.
Teraz cos bardziej problematycznego. Problemy ze skręcaniem w otwartym terenie. Zaczęło się niewinnie- zamiast słuchania co mówi koń postawiłam na narzucenie mu swojej woli- mocniej używałam wodzy zmuszając do zmiany czy utrzymania kierunku. Jasminie to się nie podobało, a że jest silniejsza, a do tego nie głupia, szybko poradziła sobie z tym problemem... Wywożąc mnie w krzaki lub ponosząc. Popełniałam kolejne błędy- jeszcze mocniej używałam wodzy, ćwiczyłam skręcanie, zmuszałam konia. Przejrzałam na oczy dopiero gdy wyczerpany psychicznie wierzchowiec poniósł, ale nie tak jak zawsze, tym razem naprawdę nie można było go opanować. Zatrzymał się dopiero pod stajnią. Dopiero po takim silnym „kopie” zaczęłam myśleć. Wtedy już nawet w zamkniętej przestrzeni lądowałam w krzakach jeśli nie wywalczyłam czegoś innego. Przestałam walczyć, postawiłam na spokój, powrót do podstaw. Zajęło to trochę czasu, musiałam od nowa pracować nad lekkością, miękkością, nad zaufaniem. Jednak praca opłaciła się. Problem przeminął. Dziś nie potrzebuje wodzy, nie potrzebuje kantarka aby skręcać.
Obecnie czeka nas spotkanie z jeszcze jednym wyzwaniem. Mamy problem z galopem, już coraz mniejszy, systematyczna praca w oparciu o zrozumienie konia daje rezultaty. Jeśli jeszcze uda nam się w galopie skręcać i utrzymać pełną sterowność- to będzie już całkiem dobrze. Wierze, ze nam się uda.
2009-08-04
Jak to się wszystko zaczęło...
Jasmina
<
Od dziecka kochałam konie. Dlaczego? Może już wtedy widziałam w nich symbol siły, wolności, gracji. Moje marzenia związane z jeździectwem zaczęły spełniać się trochę później, w wieku 11 lat zaczęłam jeździć konno. Na początku była to tylko zabawa, która później przerodziła się w prawdziwa pasję.
Nie zawsze było łatwo. Każda lekcja jazdy przynosiła rozczarowanie, bo nie wszystko szło tak, jakbym tego chciała. Z czasem jednak pojawiła się radość, zaczątki harmonii.
Tutaj przychodzi czas aby podziękować rodzicom. To dzięki nim mogłam realizować swoje pasje, to oni umożliwili mi wszystko. Gdyby nie ich przychylność- byłoby ciężej, jednak myśl, że i tak dopięłabym swego. Również dzięki rodzicom stałam się posiadaczką własnego wierzchowca. Stało się to w 2003 roku, to był najwspanialszy prezent na gwiazdkę jaki mogłam sobie wyobrazić!
Własny koń... To marzenie każdego nastoletniego jeźdźca. Mi się udało. Ale to był dopiero początek.
Stałam się właścicielka klaczy- 9 miesięcznego źrebaka o imieniu Jasmina. Sama wtedy jeździłam słabo, miałam również małą wiedzę jeśli chodzi o utrzymanie i trening konia. Młody koń i niedoświadczony jeździec to przepis na klęskę. Tak też było....
Słodki źrebak zaczął wyrastać na rozbójnika. Potrafił ugryźć, kopnąć, wyrwać się... Zdarzało się nawet, że atakował człowieka. I tak mijał nam czas, na walce o to kto jest szefem. Sytuacja zmieniła się gdy poznałam tzw. Naturalne jeździectwo. To nurt, którego głównym celem jest zrozumienie psychiki konia. To sprawiło, że gdy Jasmina miała 3 lata wsiadłam na nią bez wędzidła (metalowego czegoś, które zwykle konie noszą w pysku, brak wędzidła utrudnia siłowa kontrolę konia). Dawne problemy ulotniły się.
A to był dopiero początek naszej drogi, podczas której pokonywania rozwiązałyśmy wspólnie wiele problemów. Tak, wspólnie, bo byłyśmy we dwie- ja i Jasmina. Wtedy już stanowiłyśmy parę, której nie można było rozdzielić.
Myślę, że należy jeszcze wspomnieć o chorobie Jasminy. Cierpi ona na tzw. Egzemę letnią, co objawia się wycieraniem grzywy i ogona w sezonie letnim. Choroba jest nieuleczalna, a zaleczanie nie daje wystarczających rezultatów. Mimo tego to koń idealny, najwspanialszy, lepszego nie mogłabym sobie wymarzyć. A choroba? Trudno, poradzimy sobie z nią, tak jak działo się to przez ostatnie 6 lat. Tyle już jesteśmy razem. I nawet jeśli Jasmina wymaga specjalnej opieki- i tak jest spełnieniem moich marzeń, najwspanialszą nauczycielką życia. Razem jesteśmy niepokonane.